


 

|
|

Pracoholizm NIEJEDNO MA IMIĘ
W artykule przedstawiamy typy pracoholizmu. Wbrew potocznym opiniom, nie każdy
rodzaj pracoholizmu ma skutki jednoznacznie negatywne.
Człowiek uciekając od konfliktowych sytuacji powodowanych przez siebie lub
innych, poprzez różne „- holizmy” może dojść do pracoholizmu, jako wybawienia.
Jest to tym bardziej prawdopodobne, jeśli w życiu zawodowym zawsze się sprawdzał
i miał sukcesy. Nie wszystko w życiu można mieć – jednym bardziej wychodzi życie
prywatne, rodzinne (cenione najwyżej przez większość społeczeństwa, jak wynika z
sondaży), innym zawodowe. Tylko szczęśliwcom wychodzi jedno i drugie.
Zamiast wstępu proponuję krótki test. Z podanych par określeń umieszczonych w
dwóch kolumnach, należy wybrać jedno, które bardziej odpowiada twoim
preferencjom:
1 2
bezrobocie pracoholizm
spokojna praca kariera zawodowa
stabilność ryzyko
dostosowanie rywalizacja
spokój aktywność
odtwarzanie rozwój
wynajmowany pokój własny dom
remont mieszkania podróże
rodzina praca
WYNIKI: jeśli większość twoich wyborów znajduje się w drugiej kolumnie, jesteś
pracoholikiem, albo nim będziesz.
Dzięki takim ludziom, jak ty, możemy mówić i pisać o polskim pracoholizmie, ba,
nawet porównywać się z Japończykami, Amerykanami, czy Niemcami. W tym zakresie
zrobiliśmy wielki skok, wszak przypominasz sobie polskie porzekadło: „czy się
stoi, czy się leży...”.
Brak kompleksowych polskich badań naukowych nad pracoholizmem, zdaje się
świadczyć o jego marginalnym zakresie i zaawansowaniu jako patologii społecznej.
Snucie analogii między pracoholizmem i alkoholizmem w Polsce w kontekście
następstw społecznych jest co najmniej nadinterpretacją definicji. Obie
patologie łączą tylko niektóre objawy i skutki w jednostkowej skali.
ISTOTA I FAZY PRACOHOLIZMU
Pracoholizm dotyka ludzi dorosłych, czyli odpowiedzialnych za efekty
podejmowanych decyzji, z nadużywaniem pracy w swoim życiu włącznie. Nadużywanie
pracy, podobnie jak alkoholu, może z czasem i w sprzyjających okolicznościach
psychologiczno-społecznych przejść w stan uzależnienia. Granica jest słabo
wyczuwalna, przebiega między PRACUJĘ, BO LUBIĘ I CHCĘ a PRACUJĘ, BO MUSZĘ, czyli
między przyjemnością a katorgą.
Nadużywanie pracy może mieć charakter sporadyczny, napadowy („za pięć dwunasta”,
„sytuacja awaryjna”, etc.), cykliczny (ciągi na przemian: tyram – obijam się)
lub permanentny (chroniczny). Ciągowe uzależnienie od pracy oznacza coraz
słabszą walkę z nałogiem, chroniczne – poddanie się.
Pracoholizm permanentny jest najbardziej szkodliwy, zarówno dla osobnika nim
porażonego, jak również jego rodziny, pracodawcy i jakości wykonywanej pracy (z
badań wynika, że pracoholik obsesyjny, po około 3 latach pracy zapada na
„wypalenie zawodowe” objawiające się m.in. spadkiem efektywności o ok. 60% w
porównaniu z okresem startu). Konsekwencje ogólne tej przypadłości są znane: od
alienacji do dodatkowych nałogów, (alkoholizm, nikotynizm, narkomania, hazard,
seksoholizm, etc.) po skrajne wyczerpanie psychofizyczne, choroby i śmierć
(uf!).
OBLICZA PRACOHOLIZMU
Pracoholizm pozorowany
Czy pamiętasz ze szkoły takich, co to mieli wszystko posegregowane, zaznaczone,
„wykute na blachę”, nie dali ściągnąć, ani nie podpowiadali, a w czasie
kontrowersyjnych dyskusji chowali się za plecami „buntowników”? To z nich
wyrośli pracusie – dyspozycyjni, oddani ciałem i duszą firmie bez reszty czasu
dla siebie i swoich bliskich. Siedzą w pracy po godzinach (w domu ciepły
obiadek, kapcie, oddana żona i grzeczne dzieci), bo szef jeszcze nie wyszedł
(„bezdomny”, samotny). Ciągle biegają po firmie z obłędem w oczach, nurzają się
w komputerze, papierach tudzież innych narzędziach, przeszkadzają innym w pracy
żądając niepotrzebnych materiałów dla zasady, spektakularnie sprzedają swój
„trud i znój”. Nie mają natomiast pojęcia o chociażby o zasadzie V. Pareto,
priorytetach, czy innych tajnikach skutecznego działania. Pracusie mogą tworzyć
„kulturę” firmy, albo odwrotnie „kultura” firmy stwarza pożywkę dla rozwoju
pracusiów eliminując efektywnych i kreatywnych pracowników i menedżerów.
Pracoholizm tymczasowy
Najlepiej odejść z „firmy pracusiów”, ale dokąd? Część z was pozostanie i
pozornie dostosuje się płacąc za to dyskomfortem psychicznym, kompensowanym
dbałością o dobre relacje w życiu prywatnym i satysfakcjonujące sposoby
spędzania wolnego czasu. Znalezienie nowej pracy będzie odruchem obronnym przed
pozostaniem „w tym bagienku”.
Pracoholizm obsesyjny
Udało się, wreszcie stanowisko godne twojego wykształcenia, umiejętności i
aspiracji.
Teraz pokażesz, co potrafisz. Postawisz upadającą firmę na nogi. Utożsamiasz się
z firmą bardziej niż z własną rodziną, harujesz, zostajesz po godzinach,
zabierasz pracę do domu, nie rozróżniasz soboty i niedzieli od poniedziałku.
Jesteś jak Zosia Samosia, każdego pracownika sprawdzasz osobiście, nie
dowierzasz, zaostrzasz dyscyplinę formalną. Od czasu do czasu uczestniczysz
(bądź sam je organizujesz) w weekendowych oddalonych od domu imprezach
integracyjno-motywacyjnych, najlepiej z zajęciami, typu out door, żeby
podtrzymać odpowiedni poziom adrenaliny. Co tam, wspólny relaks z rodziną? W
czasie Wielkanocy i Bożego Narodzenia chorujesz – dopada cię grypa albo alkohol.
Myślę, że jesteś jednym z tych menedżerów, którzy wypełniali ankietę sondażową
dla Pracowni badań Społecznych. Wyniki sondażu wskazują, że co trzeci polski
menedżer pracuje w niedziele i święta, a co drugi nie korzysta z wakacji.
I co dalej?
warianty optymistyczne
o osiągasz dalsze sukcesy, awansujesz, dobrze zarabiasz, kupujesz mieszkanie i
samochód, zakładasz rodzinę i mówisz „stop praca”, teraz „praca i rodzina”
o twoja rodzina akceptuje taki stan rzeczy, pomaga ci, wspiera, liczy na lepsze
czasy
warianty pesymistyczne
o oddałeś całą energię firmie, po kilku latach szaleńczej pracy czujesz się jak
„wyciśnięta cytryna”, skrajnie wyczerpany i wypalony, już nie jesteś potrzebny
firmie; w kolejce czekają następni „napakowani”
o ropadł się twój związek (nie dbałeś o partnera, który cały dom miał na głowie,
a na dodatek z niego „wyrosłeś” – został gdzieś daleko w tyle w rozwoju, nie
masz już o czym z nim rozmawiać)
o choroby somatyczne i psychiczne
o nałogi.
Pracoholizm ucieczkowy
Na ten typ pracoholizmu podatne są osoby żyjące w sytuacji długotrwałego
oddziaływania stresogenów niemożliwych do usunięcia ze względów etycznych,
religijnych, czy emocjonalnych. Te stresogeny, czy raczej ci stresogenni to
najczęściej toksyczni rodzice, życiowi partnerzy uzależnieni od alkoholu,
narkomani, chorzy psychicznie lub zwykli nieudacznicy, a także dzieci
dostarczające więcej kłopotów niż radości.
Stałym stresogenem może być też żona lub mąż (typowi biorcy), z jednej strony
żądający dużo pieniędzy, a z drugiej nie dający żadnego wsparcia, ani nie
wyrażający wdzięczności.
Widzę dużo przesady w żądaniach niepracujących żon wobec zaharowanych mężów, aby
ci ostatni uczestniczyli stale jak partnerzy we wszystkich obowiązkach domowych
i rodzinnych.
Mało zarabiający mężowie, o słabym statusie zawodowym, też doprowadzają do
pracoholizmu swoje żony, dobrze wykształcone, pracowite, dla których z różnych
względów jest ważna kariera zawodowa.
Kobiety uciekają psychicznie lub fizycznie od mężczyzn, którzy chcą podnieść
swoją wartość kosztem poniżania kobiety, której niezależnie od jej statusu
zawodowego i finansowego, wskazują miejsce „kury domowej podającej obiad i
kapcie panu i władcy”. W takich sytuacjach ucieczka w pracę jest w miarę
uzasadniona, chociaż nie do końca usprawiedliwiona. W każdym razie lepsza od
ucieczki w depresję, samodestrukcję, alkoholizm, narkomanię, czy inne patologie.
Tak, czy owak, nieułożone życie rodzinne będzie wysuwać się z tła. Ani sława,
ani pieniądze na dłuższą metę nie zastąpią naturalnej potrzeby miłości i
wsparcia. Kompensacja tego braku pogłębi tylko pracoholizm. Koło będzie zamykać
się coraz ciaśniej.
Pracoholizm twórczy
Szczególnych trudności w oddzieleniu pracy od życia prywatnego doświadczają
osoby pracujące twórczo, artyści, pisarze, dziennikarze, architekci, naukowcy,
etc. Ich dzieło tworzenia trwa stale. W czasie relaksu właśnie (stan Alfa)
wpadają na genialne pomysły i nierzadko natychmiast zabierają się do ich
realizacji. Myślę, że dlatego tak wielu z nich, będąc już z racji wykonywanej
pracy obsesyjnymi pracoholikami, czyli mając o jedną ucieczkę mniej niż inni,
wchodzą w te inne „holizmy”.
Pracoholizm nominowany
Rodzimy się z określonym temperamentem, intelektem, wyglądem. Moim zdaniem,
które wynika z obserwacji i wieloletniego doświadczenia psychoterapeutycznego,
melancholicy stanowią największą grupę wśród osób pracowitych ze skłonnością
popadania w pracoholizm, a cholerycy są wręcz nominowani na pracoholików od
urodzenia.
Melancholicy, to najogólniej perfekcjoniści, podporządkowujący się procedurom i
regulaminom, uporządkowani i zorganizowani, kończący to, co zaczęli. Cholerycy
są natomiast ukierunkowani na cel, szybcy w działaniu, ogarniający całokształt
problemu, rywalizacyjni i despotyczni. Nie sądzę, aby pracoholizm szczególnie
zagrażał flegmatykom, którzy z natury są solidni, spokojni i zgodni, dobrze
znoszący naciski, unikają ryzyka, znajdują proste wyjścia z trudnych sytuacji.
Skłonności do pracoholizmu nie wykazują też sangwinicy, dla których życie
towarzyskie, zabawa i dobre relacje z ludźmi liczą się najbardziej. Należy
pamiętać jednak o tym, że wielu z nas ma temperament mieszany.
Najbardziej sprzyjającym nominowanemu pracoholizmowi obsesyjnemu jest połączenie
temperamentu cholerycznego z wysokim intelektem. Ci ludzie są jak orły, „latają
wysoko i samotnie”. Mają kłopoty z ułożeniem sobie życia osobistego, są
impulsywni, drażliwi, zmienni, apodyktyczni. Ich potrzeby poznawania, aktywności
i samorealizacji dominują nad potrzebami przynależności społecznej, a często i
bezpieczeństwa. Praca jest dla nich celem , a nie środkiem dożycia. Najczęściej
zajmują wysokie stanowiska bądź prowadzą własne firmy.
Pracoholizm z wyboru
Znam wiele osób, które pracują ciężko i długo, także w weekendy i święta, bo
lubią.
Najczęściej są przedsiębiorcami, lub mają wolne zawody. Są zafascynowani swoją
pracą, własnym rozwojem, ogólnie zadowoleni z życia. Cechuje ich adekwatna
pewność siebie i optymizm. Pracę traktują jak wyzwanie, hazard. Jest dla nich
wartością sama w sobie, stylem życia, a nie tylko sposobem zdobywania pieniędzy
i statusu społecznego. Chętnie pomagają innymi, korzystają z życia. Bywa, że
przeżywają, jak wszyscy aktywni ludzie, okresy silnego stresu i wypalenia, ale
wychodzą z tego obronną ręką i nadal cieszą się pracą, co najwyżej zmieniając
formę, czy zakres działalności. Jednakże, przez swoje najbliższe otoczenie są
uważani za pracoholików, mimo, że nie wykazują objawów tej choroby.
Najczęściej, to nie oni izolują się, ale są emocjonalnie odtrącani przez
rodzinę, przyjaciół i sąsiadów. Zazdrość otoczenia jest tym silniejsza, im
bardziej jest ono inercyjne. Często mam wrażenie, że łatkę pracoholika
najchętniej przypinają innym, osoby leniwe, puste wewnętrznie, zawistne.
Pracoholik z wyboru ma małe szanse psychicznego powrotu do otoczenia, z którego
„wyrósł, jak z dziecinnej koszulki”. Albo zaakceptuje swoją sytuację i poszuka
alternatywnych rozwiązań, albo będzie cierpiał z powodu odrzucenia i tracił
własną godność w próbach odzyskania przyjaźni i miłości poprzez narzucanie się.
PODUMOWANIE
Jak wynika z powyższych przemyśleń, pracoholizm niejedno ma imię. Jego forma
jest determinowana wrodzonymi predyspozycjami psychofizycznymi, wzorcami
rodzinnymi, religijnymi i społecznymi. Często jest kształtowany przez mechanizm
samosprawdzającej się przepowiedni, typu: „staram się – mam wyniki – warto
starać się jeszcze bardziej”. Bywa, że jest przyczyną osobistej psychicznej
degradacji i spustoszenia życia rodzinnego, ale też i tego skutkiem.
Człowiek uciekając od konfliktowych sytuacji powodowanych przez siebie lub
innych poprzez różne holizmy może dojść do pracoholizmu, jako wybawienia, tym
bardziej, jeśli w życiu zawodowym zawsze się sprawdzał i miał sukcesy. Nie
wszystko w życiu można mieć – jednym bardziej wychodzi życie prywatne, rodzinne
(cenione najwyżej przez większość społeczeństwa, jak wynika z sondaży), innym
zawodowe. Tylko szczęśliwcom wychodzi jedno i drugie. Cóż, dla własnego zdrowia
psychicznego, warto uznać zasadę: „jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co
się ma.....”. I na koniec warto sobie zadać pytanie: Czy człowieka i jego
rodzinę bardziej niszczy pracoholizm, czy bezrobocie?
Ja nie wiem.

''Żyła, żyletka, kran... ide bo mam plan''
''Jedna żyletka jedna żyła
jedno życie jedna chwila''
 |
 |